NITKI W DRODZE

OLSZTYN. CZYLI O TYM, ŻE CZASAMI WARTO ZROBIĆ COŚ DLA SIEBIE – po sześćdziesiąte siódme

Ten wpis niezupełnie będzie o tym, co jest warte odwiedzenia w Olsztynie. Nie pojechałam tam z przewodnikiem w ręku i z nastawieniem na zwiedzanie. Pojechałam tam z przyjaciółkami. Na typowy babski weekend..

DSC03673

Jezioro Ukiel, Olsztyn

W życiu każdego z nas przychodzi chwila na zmiany. W pewnym momencie życia wyjeżdżamy do szkół, zmieniamy miejsca zamieszkania, zakładamy rodziny. Wpadamy w wir pracy, zarabiamy na kredyty, lepszy samochód, dbamy o dom, męża/żonę, dziecko. Najcenniejszy jest więc czas, którego tak niestety coraz mniej.. Coraz mniej go na własne potrzeby, realizację marzeń, hobby, spotkania towarzyskie. Dbanie o własną przestrzeń staje się coraz trudniejsze. Tak istotne jest więc, aby mając rodzinę i kalendarz wypełniony po brzegi, pielęgnować i utrzymywać swoją prywatną przestrzeń.

Jakiś czas temu Szymon wyjechał na kilka dni motocyklem do Austrii i Szwajcarii (możecie przeczytać o tym tutaj). Kilka osób zadało mi wtedy pytanie czy się zgodziłam i czy przyszło mi to łatwo? Zastanawiam się na co miałam się godzić? Czego miałam mu zabronić? Przyjemności? Owszem, szkoda mi było tego, że nie pojedziemy razem, bo pasją do motocykli zaraził mnie właśnie mój mąż. Jednak w domu, od paru miesięcy, mamy nowego członka rodziny, który odkąd się urodził wypełnił nasz świat i jest dla nas najważniejszy. Nie chcieliśmy go zostawiać jeszcze samego pod opieką jednej, czy drugiej babci. Uznaliśmy, że sami nie jesteśmy na to gotowi, dlatego dobrze, jak jedno z nas zostanie w domu.
Zanim się Mikołaj urodził, słuchaliśmy „dobrych rad” i opinii osób, u których (jak teraz wnioskuję) narastała frustracja, że tego nie mogą (bo dziecko), tamtego nie zrobią (bo dziecko) albo moje ulubione skierowane typowo do nas – teraz Wam się zacznie i koniec z wyjazdami 😀 Ale nie, nie, nie! Od samego początku kiedy dowiedzieliśmy się, że zostaniemy rodzicami postanowiliśmy, że będziemy żyć normalnie i nie bedziemy przesadzać. I wiecie co? Właśnie to realizujemy! Co prawda w ostatnim czasie nie mieliśmy czasu na jakieś dłuższe wyjazdy, ale nie jest naszym problemem wsiąść w samochód i pojechać gdzieś, gdziekolwiek z naszym małym człowieczkiem. Jezioro, morze, las, wieczorny letni spacer po godz. 21. Nie widzimy w tym problemu, jesli Miki jest spokojny. Poza tym, niedawno kupiliśmy bilety do Azji (wyjazd za 2 miesiące), Szymon wyjechał ze znajomymi w podróż swoim  ukochanym motocyklem, ja wyjechałam na babski weekend. A Mikołaj? Raz został z mamą, a raz z tatą. Można? Jeśli tylko się chce, to jak najbardziej. Mając rodzinę nie chodzi o to, aby się ograniczać, czegoś sobie zabraniać. Chodzi o to, aby każdy miał okazje do realizacji, czasami odpoczynku, aby być szczęśliwym i tworzyć szczęśliwy dom. Ja takiego odpoczynku potrzebowałam. Potrzebowałam oderwania się od budowy, remontów, stresu związanego z przeprowadzką do innego miasta, a nawet potrzebowałam odpoczynku od bycia mamą. Właśnie tak. Może niektorzy stwierdzą teraz, że jestem wyrodną matką, bo zostawiłam dziecko na weekend, ale wiecie co? Dobrze mi z tym! Mikołaj został w najlepszych rękach- taty. Lepiej być mu nie mogło. Ponadto, szczęśliwa mama, to szczęśliwe dziecko. Powtarzam to sobie od kilku miesięcy jak mantrę. Nie rezygnujemy więc z naszych planów, tylko starajmy się je dostosować do sytuacji. Nie powiem, że odkąd pojawił się w naszym życiu Mikołaj, to nic się nie zmieniło. Wręcz przeciwnie – nasze życie wywróciło się do góry nogami. Wszystko razem nam się nałożyło – dziecko, budowa domu, przeprowadzka. Czasami są takie dni, że nie mamy czasu ze sobą porozmawiać, tę samą książkę czytam od 3 miesięcy, a przewodnik o Malezji, który wcześniej pochłonęłabym przez 2 dni, leży i czeka na swoją kolej. Nie chciałabym jednak cofnąć się w czasie. Wszystko zależy od nas, od naszej organizacji i priorytetów. Zdaję sobie sprawę, że najbliższa wyprawa do Azji będzie się różniła od poprzednich, gdy byliśmy tylko my – nasza dwójka i nasze potrzeby. Nie wydaje mi się jednak, żeby teraz miało być gorzej. Myślę, że będzie wręcz przeciwnie. W końcu będziemy 24h/dobę ze sobą. Nas troje.
Sweet Studio 0003
A teraz Olsztyn. Na ten weekendowy, babski wyjazd czekałam bardzo długo. W ciąży nie czułam się za dobrze i w związku z tym, byliśmy jedynie w Berlinie (przeczytacie o tym tutaj). Później był czas narodzin, karmienia i „dochodzenia” do siebie. Z dziewczynami chciałyśmy na Warmię i Mazury i jakiś dobry hotel ze spa. Tutaj naprawdę się zdziwiłam, bo na serio ciężko było z miejscami na weekend. Odpoczęłam, dobrze zjadłam, zrelaksowałam się. Hotel, w którym się zatrzymałyśmy położony jest tuż przy olsztyńskim jeziorze Ukiel (zwanym też Krzywym) wśród  terenów leśnych. Jezioro Ukiel, to cztery połączone akweny. Przy pierwszym, najbardziej popularnym, usytuowane są obiekty sportowo-rekreacyjne, małe knajpki, miejska plaża, restauracja  i przystań żeglarska. Każdy znajdzie coś dla siebie. Na jesień idealny będzie rower – sprawdziłam 🙂 Naprawdę można się przyjemnie zmęczyć pośród pięknych, żółtych, jesiennych liści..
DSC03658
Ścieżka rowerowa przy jeziorze Ukiel
DSC03601
Jezioro Ukiel, Olsztyn
DSC03642
Miejska plaża, jezioro Ukiel
Informacje praktyczne:
– nocleg: hotel Przystań – Olsztyn (klik)

2 odpowiedzi do artykułu “OLSZTYN. CZYLI O TYM, ŻE CZASAMI WARTO ZROBIĆ COŚ DLA SIEBIE – po sześćdziesiąte siódme

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *