NITKI W DRODZE

SINGAPUR – po osiemdziesiąte pierwsze

 Singapur – bardzo kontrowersyjne państwo. Dla jednych państwo z cenzurą prasy, internetu i naruszające wolności obywateli, a dla innych doskonałe pod każdym względem. Nie będę pisała, czy jest to idealne państwo – miasto. Nie mnie to oceniać, bowiem co można powiedzieć o miejscu, w którym spędza się zaledwie 3 dni? Nie będę pisała też o historii, bowiem są ludzie, którzy mają większą wiedzę ode mnie w tym temacie i to ich słowa warto przeczytać. Będę więc pisała z perspektywy turysty. Turysty, który tak naprawdę miał bardzo mało czasu na zwiedzenie tego miasta – państwa.

Kiedy z lotniska dojechaliśmy do naszego zarezerwowanego dzień wcześniej hotelu, jak najszybciej chcieliśmy zobaczyć pocztówkowe widoki Singapuru –  słynny hotel w kształcie łódki – Marina Bay Sands oraz wypluwającego wodę lwa, będącego symbolem miasta, które swoją drogą od niego wzięło swą nazwę (singa – oznacza lwa, pura – miasto).

Czytaliśmy wcześniej opinie, że dzielnica, w której się zatrzymaliśmy – Geylang (potocznie nazywana dzielnicą „czerwonych latarni”) jest niebezpieczna. Owszem, sporo tu sex shopów, po zmroku miejsc, przed którymi czekają skąpo ubrane kobiety i ochroniarze. Mimo to, nagabywania żadnego nie doświadczyliśmy – być może dlatego, że były z nami dzieci? W każdym razie nie czuliśmy się w żaden sposób zagrożeni. Nawet wtedy, gdy późną porą przeszliśmy sporą jej część, gdy nie wysiedliśmy na odpowiedniej stacji metra i po zmroku szukaliśmy naszego hotelu.

Poruszanie się po mieście jest łatwe – wszystko jest oznaczone, mocno rozbudowana infrastruktura. Z dzielnicy Geylang, by udać się do centrum nie trzeba się przesiadać, dojedziemy tam bezpośrednio metrem. Tak więc każdego dnia naszego pobytu, po obfitym indyjskim śniadaniu (w tej dzielnicy mnóstwo jest restauracji z niedrogim indyjskim jedzeniem) jechaliśmy do centrum. I mimo że nie jesteśmy fanami miast, bo ich zwiedzanie często nas męczy, tak Singapur nas zachwycił. Zdumiewający dla nas był rozmach architektury. Zza jednego wieżowca, wynurza się drugi, zza drugiego – kolejny. Kształty budowli, barwy, różnorodność miejsc – galerii, ogrodów, także różnorodność kulturowa (w Singapurze nieco ponad 75 % ludności stanowią Chińczycy, następnie Malajowie ok. 14%, Hindusi 8% i inni). To wszystko tworzy dynamiczny i tętniący Singapur.

Ze względu na temperatury tam panujące nasze zwiedzanie szło o wiele wolniej. Uważamy też, że po to są wakacje, aby nie trzeba było pędzić i spieszyć się. Jeśli Mikołaj nie miał ochoty siedzieć w wózku, wysadzaliśmy go, bawiliśmy się w jednym miejscu. Z dzieckiem podróżuje się trochę wolniej, nie zawsze zwiedza się wszystkie zaplanowane miejsca, ale równocześnie dostrzega się rzeczy, zachowania, które wcześniej mogłyby nam ulecieć, czegoś mogliśmy nie zauważyć. Nie zależało nam na odhaczaniu wszystkich atrakcji Singapuru, bo jeśli zachwyciło nas coś szczególniej, to chcieliśmy pozostać w tym miejscu dłużej. I tak też było z centrum miasta. Rozmach i nowoczesność architektury wywoływał „gęsią skórkę” na naszych ciałach. Chcieliśmy chłonąć to miejsce ile się da, dlatego spędzaliśmy czas głównie w centrum.

Informacje praktyczne:

  • nocleg: Hotel 81 Premier Star (zobacz go tutaj)
  • lot Kuala Lumpur – Singapur  (Air Asia) 13€/os. + 12€/bagaż (zakupiony kilka miesięcy wcześniej)

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *