DZIENNIK Z PODRÓŻY. KIERUNEK KUBA – po 86

TRASA: Tuchola (Polska) – Berlin (Niemcy) – Kopenhaga (Dania) – Toronto (Kanada) – Hawana (Kuba) – Viñales (Kuba) – Varadero (Kuba) – Trinidad (Kuba) – Guanabo (Kuba) – Hawana (Kuba) – Toronto (Kanada) – Kopenhaga (Dania) – Tuchola (Polska)

To jest nasz drugi dziennik z podróży. Pierwszy pisaliśmy będąc w Malezji, jeszcze z samym Mikołajem, a teraz, kiedy jest z nami na świecie nasz najmłodszy Kubuś wyruszamy na Kubę. Dlaczego więc nie nasza ukochana Azja? Otóż Kubę rozważaliśmy już kilka lat wcześniej, jednak pomysł ten jakoś się rozmył. A teraz? Zrobiliśmy sobie taką naszą rodzinną tradycję, aby na pierwsze urodzinki zabrać nasze dziecko gdzieś w świat.  Zostaliśmy więc przy tym, aby Kuba na Kubie obchodził swój roczek! 🙂 Mamy nadzieję, że kiedyś w przyszłości, gdy będzie oglądał zdjęcia i filmiki z tej podróży, uśmiechnie się szeroko i powie, że ma całkiem zwariowanych rodziców 🙂

Zapraszamy Was na miesięczną podróż z nami. W miarę wolnego czasu i dostępu do internetu, będziemy starać się dodawać posty regularnie.

15.11.2017r. Tuchola – Berlin

To już dziś! To właśnie dzisiejszy dzień jest początkiem naszej tegorocznej podróży i pierwszej, miesięcznej w naszym czteroosobowym składzie.  Z racji, że jedziemy z Przyjaciółmi, którzy na stałe mieszkają u naszych zachodnich sąsiadów, to już dziś obieramy kierunek Berlin. Wieczorem jednak czekało nas sporo stresu z wnioskiem o Elektroniczną Autoryzacją Podróży (eTA; coś jak wiza; koszt 7CAD ) do Kanady, bo przecież załatwianie tego zostawiliśmy na ostatnią chwilę.  Na szczęście odetchnęliśmy z ulgą, bo bez tego, nie moglibyśmy wejść nawet na pokład samolotu. Ale jest! Udało się! 🙂

16.11.2017r. Berlin – Kopenhaga

Wstajemy wcześnie rano i ruszamy na północ w stronę Kopenhagi. Zdecydowaliśmy, że skoro pierwszy lot w stronę Kuby mamy z Danii, to choć przez chwilę poczujemy duński listopadowy klimat. Zamówiliśmy nocleg blisko Głównego Dworca, także można powiedzieć, że jesteśmy w centrum. Docieramy do Kopenhagi ok. godz. 16. Zanim się ogarnęliśmy i odpoczęliśmy, to zaczęło się ściemniać. Ruszamy więc na spacer, choć listopadowe, wieczorne zwiedzanie Kopenhagi to nie był najlepszy pomysł. Szkoda, że za dnia nie udało nam się zobaczyć bulwaru Nyhavn, który mimo to w świątecznym klimacie tez wyglądał całkiem nieźle.

Deptak Strøget

17.11.2018r. Kopenhaga – Toronto

Lot mamy dopiero w południe, zatem mamy czas na spokojne śniadanie i znalezienie dobrej miejscówki na pozostawienie samochodu niedaleko lotnisku na miesiąc (jakbyście też  szukali darmowego miejsca, to możecie zostawić samochód na parkingu wzdłuż ulicy Amager Landevej. Stąd wzięliśmy taxi na lotnisko – koszt +/- 100 DKK ).

Po kilku godzinach lotu, który upłynął nam nawet spokojnie, biorąc pod uwagę wiek naszych dzieci, lądujemy w Toronto. Z racji, że do następnego lotu mamy  ponad 20 godzin i port lotniczy w Toronto ma zasadę, że gdy lot jest następnego dnia, to musimy odebrać nasze bagaże. Ogarniamy więc najdroższą przechowalnię bagażu i ruszamy w miasto. Z lotniska łatwo dostać się do centrum pociągiem UP Express (koszt 25,70 CAD bilet rodzinny w dwie strony). Wychodzimy ze stacji  Union, tuż przy słynnej CN Tower i….. i już wiem, za co ludzie tak kochają Nowy Jork. I mimo, że Toronto i Nowy Jork to dwa odmienne miasta, to samo centrum, te reklamy, neony, wieżowce, taxi, ludzie i ich pośpiech, to wszystko to składa się na mieszankę jednych z najdziwniejszych uczuć, jakich doświadczyłam w podróży. Niestety jest tak zimno, że szukamy jakiegoś miejsca, by zjeść, zamówić jakiś nocleg w Hawanie i jedynie chodzimy po okolicy. Kiedyś tu wrócimy. Na pewno!

Toronto

CN Tower – Toronto

18.11.2017r. Toronto – Hawana

Spędzenie nocy na lotnisku chyba najlepiej zniosły dzieci. Co prawda może warunki nie takie jak w domu, ale w tej części lotniska było naprawdę spokojnie i cicho. I tylko nam – dorosłym – jet lag zaczął dawać o sobie znać. Mimo to, wstaliśmy na czas i o 7.55 rozpoczęliśmy nasz ostatni etap podróży do miejsca docelowego.
O 12 lokalnego czasu lądujemy w Hawanie. Załatwiamy taksówkę do naszej casy particulares (miejsce noclegowe, które oferują Kubańczycy w swoich domach), którą rezerwowaliśmy na lotnisku w Toronto. Wita nas młoda Kubanka z 6-miesięcznym dzieckiem na ręku, więc wiemy, że będziemy tu z dziećmi mile widziani. Dostajemy kawę, wodę i niestety, ale musimy iść na nocleg ulicę dalej, bo okazuje sie, że ona na tę noc nie ma dla nas miejsca. Trudno. Wrócimy tu jutro. Rozpakowujemy się w nowym miejscu i ruszamy zwiedzać stolicę. Z ulicy widać wodę, zatem idziemy w stronę Malecónu- najdłuższej promenady Hawany, miejsca wielu spotkań Kubańczyków i spacerów turystów. Pierwsze stare, amerykańskie samochody. Pełen zachwyt. Docieramy do słynnego hotelu Nacional, który w czasach swojej świetności gościł największe hollywoodzkie gwiazdy i rodziny mafijne. Powoli zaczyna się ściemniać, więc wracamy do naszej casy. Musimy się przestawić, bo życie tu zaczyna się dosyć szybko wraz ze wschodem słońca, a kończy wraz z zachodem, tuż po 18.

Malecón

Hotel Nacional – Hawana

19.11.2017r. Hawana

Na nowo pakujemy się, przenosimy i rozpakowujemy w nowej/starej casie. Jemy powolne śniadanie (jak się okazuje Kubańczycy mają na wszystko czas) i około 14 idziemy eksplorować stolicę. Na dziś wybieramy starą Hawanę, czyli La Habana Vieja. Po drodze mijamy tubylców, obserwujemy toczące się na ulicy ich życie. Z jednej strony jesteśmy zachwyceni kolorami, kolonialnymi budynkami, samochodami, a z drugiej trochę nam przykro, że wiele z nich popada w ruinę, że Kubańczycy nie bardzo mogą pozwolić sobie na wiele rzeczy, bo po prostu system nie pozwala. Zauważamy też pewne abstrakcje. Na wyspie często nie ma podstawowych artykułów, ale nowego smartfona ma chyba każda z mijanych nam osób.
Dochodzimy do Capitolu przypominającego ten amerykański (niestety aktualnie jest w remoncie). Stąd rozpoczynamy spacer po starej Hawanie, z odrestaurowanymi kamienicami, pięknymi uliczkami i placami. Muzyka rozbrzmiewa tu z każdej strony, ludzie, często starsi tańczą salsę. Achhhh… Jak ja im zazdroszczę tych ruchów. Spędzamy naprawdę przyjemne popołudnie, absolutnie zauroczając się Hawaną.

Promenada Prado – Hawana

Gran Teatro, czyli Teatr Wielki – Hawana

Bar El Floridita – kultowe miejsce Ernesta Hemingway’a – Hawana

20.11.2017 r. Hawana

Kolejny dzień włóczymy się po ulicach centralnej Hawany, w okolicy której mamy swój nocleg. Chodzimy, patrzymy, obserwujemy. Jeszcze raz idziemy w rejon La Habana Vieja. Nasi starsi mężczyźni kupują cygara, także nasi najbliżsi – zapas prezentowy już mamy  Hawana jest naprawdę ciekawa.. Zdumiewająca, odurzająca, ale też niezrozumiała. Nie dla mnie, gdy wychowałam się już w wolnym kraju i nie pamiętam zachowań i zasad komunizmu.

Centro Habana

Centro Habana

Propagandowe hasła komunistyczne

Miejsce zakupu cygar

21.11.2017r. Hawana
Za nami najgorsza noc, jaką przeżyliśmy podczas jakiejkolwiek podróży. Szczegóły opiszę Wam pózniej w oddzielnym wpisie, ale na tę chwilę mogę napisać tyle, że Szymon z Pawłem zostali wieczorem poprzedniego dnia napadnięci. Spokojnie, na szczęście z nimi już jest ok! Straciliśmy trochę gotówki, kamerkę GoPro i karty kredytowe. Na domiar złego dopadły nas wszystkich problemy żołądkowe, albo jakaś grypa. Cały dzień przeleżeliśmy w łóżkach. Oby nigdy więcej nie było takich historii!!

22.11.2017r. Hawana – Viñales

Czujemy się już dobrze, zatem ruszamy dalej w kierunku Viñales- miasta na zachód od stolicy. Wynajęliśmy dla naszej gromadki busa, a podróż przebiega bezproblemowo. Nadal jest kolorowo, nadal widzimy na ulicach stare samochody, i o dziwo, na autostradzie pojawiają się konie. Docieramy do Viñales. Maleńkie, przyjemne miasteczko – tak je widzimy pierwszego dnia.

23-24.11.2017r. Viñales

Okolice Viñales są naprawdę malownicze. Wsiadamy w autobus, dokładnie w Viñales Bus Tour, dzięki któremu możemy wsiadać i wysiadać na dowolnych przystankach i zwiedzać w ten sposób okolicę. Następnego dnia korzystamy z jednej z głównych atrakcji tego regionu – jazdy konno. Dzieciakom się podoba, nam również. Jesteśmy na farmie tabaki i palimy swoje pierwsze kubańskie cygaro.

25.11.2017r. Viñales – Varadero

Musimy coś zrobić dla dzieci, zatem jedziemy na plażę. Ciepła woda i piasek to jest to, czego nam potrzeba. Rezerwujemy taxi colectivo i jedziemy. Jest to dosyć spora atrakcja, ponieważ jest to taxi, które jedzie gdy zbierze cały samochód ludzi. Najczęściej jedzie się starym, zabytkowym samochodem, więc nie trzeba płacić grubych pieniędzy za przejażdżkę w którymś z większych miast. Przed nami jakieś 300 km. i jak się okazało po drodze, musieliśmy przesiąść się w inny samochód – ciężarówkę przerobioną na autobus. Dojeżdżamy do casy, którą załatwiła nam właścicielka pokoju, u której spaliśmy w Viñales i idziemy na rozpoznanie terenu, czyli na początek nad wodę. Pierwsza kąpiel, pierwsze fale, pierwsze zamki z piasku. Już nam się podoba, choć sama plaża przypomina nam raczej naszą polską (no może bez tłumów i rozstawionych parawanów). Nie ma tu za wielu palm, jak w Azji, ale jest turkusowy kolor wody, szeroka plaża i niewiele osób.

26.11.2017r. Varadero

To miejsce to idealny obrazek Kuby, której nie ma. Jest tak bezduszne, tak wyimaginowane, że turyści, którzy przyjeżdżają tu na zorganizowany odpoczynek mają zupełnie inne wyobrażenie o tym kraju, niż jest w rzeczywistości. Dziś odpoczywamy na plaży, ale po kilku godzinach na pełnym słońcu wybieramy Panoramic Bus Tour (można wsiadać i wysiadać na dowolnych przystankach) i jedziemy zwiedzać to miasto. Varadero to właściwie jedna główna ulica, przy której usytuowane są knajpki i inne sklepy. Nie ma tu ścisłego centrum. Dalej są hotele, kilkadziesiąt hoteli. Ludzie, którzy wsiadają do autobusu przy hotelach jadą wyłącznie do kilku centrów, w których znaleźć można wszystkie artykuły, jak i u nas w sklepach. A przecież nie taka jest Kuba, nie taki jest ten komunistyczny kraj. W Varadero można kupić wszystko. Wystarczy mieć pieniądze.
Nasza casa mieści się na obrzeżach. Dzięki temu, mamy w pobliżu knajpki dla miejscowych, gdzie możemy tanio zjeść. Pozostałe miejsca są dla nas nie do przyjęcia. Mimo braku klimatu i powiedziałabym nawet, że mimo pewnej niechęci do tego miasta, postanawiamy zostać tu kilka dni ze względu na dzieci. Przemieszczanie się po Kubie jest drogie, szkoda nam też kolejnego dnia na podróż, a tu mamy słońce,  plażę i ciepłą przejrzystą wodę. Słowo frajda – to dla dzieci jest tu najważniejsze.

27.11.2017r. Varadero

Cały dzień pada. Siedzimy więc w naszej casie, bawimy się z maluchami i wychodzimy jedynie na obiad.

28.11.2017 r. Varadero

Lenistwo, totalne lenistwo na plaży. Też nam się należy, prawda? 

29.11.2017r. Varadero

To się dzieje naprawdę!!! PIERWSZE URODZINKI naszego Kubusia spędzamy na Karaibach! Także KUBA na KUBIE ma swój roczek!  Był tort, balony i goście! Sto lat Syneczku!

30.11.2017 – 03.12.2017 Trinidad

Od kilku dni jesteśmy w Trinidadzie, miasteczku niezwykle kolonialnym, co prawda bardzo turystycznym, ale też przyjemnym  Zwiedzamy, wypoczywamy, jeździmy na pobliskie plaże, głównie  na Playa Ancon, a  nawet udało nam się wykąpać pod wodospadem. Przy tych temperaturach nie przeszkadzała nam nawet zimna woda!
Wiem, że pewnie część z Was interesuje, dlaczego tak rzadko się odzywamy, rodzina, na pewno zaczyna się martwić, ale podróż z dwójką małych dzieci jest inna.. My na prawdę nie mamy na nic czasu, tym bardziej, aby szukać miejsca z dostępem do Internetu. Doceniamy to nasze wylogowanie się ze świata. Jesteśmy my, tu i teraz. Wieczorami natomiast, chwilę po 20 padamy razem z naszymi chłopcami i śpimy do rana. Wysypiamy się  jak nigdy 

Plaza Santa Ana

Trinidad

Widok z tarasu naszej casy – Trinidad

Okolice Trinidadu

Jedna z plaż w okolicach Trinidadu

04-11.12.2017r. Trinidad – Guanabo – Hawana – Toronto

Ostatnie dni na Kubie spędzaliśmy na plażowaniu. Tak się dzieciaczkom spodobało, że nie mieliśmy wyjścia  Tak więc były plaże w okolicach Trynidadu, a następnie plaże w odległości 25 km. od Hawany w małej miejscowości Guanabo, gdzie turystami byli w większości Kubańczycy, a nam ciężko było znaleźć jakikolwiek nocleg. Koniec końców, zatrzymaliśmy się u 80-letniego Hiszpana, który w wieku 2 lat wyemigrował wraz z rodzicami z Hiszpanii właśnie na Kubę. To on opowiedział nam najwięcej o rewolucji, o tym co się tu działo, dzieje i co spotkało jego samego i jego rodzinę. Dopiero po takich rozmowach, człowiek docenia jak żyje i gdzie żyje..

Guanabo

Właściciel casy w Guanabo i jego zabytkowy samochód

Na koniec przenieśliśmy się do deszczowej Hawany, z którą pożegnaliśmy się z żołądkowymi problemami. I mimo, że tak nam się Hawana spodobała, to chyba nie mamy do niej szczęścia, bo za każdym razem coś.. Ale daliśmy razem! Ostatni dzień i ponad 20 km. w nogach!
Aktualnie zostały nam 2 godzinki na lotnisku w Toronto, gdzie odlecimy do Kopenhagi. Później jakieś 1000 km. samochodem (mamy nadzieję, że będzie tam, gdzie go zostawiliśmy)  i dotrzemy do domu.

Plaza de la Revolución – Hawana

12-14.12.2017r. Toronto – Kopenhaga – Tuchola

To nie był łatwy powrót. Nasz Kubuś już dwie godziny przed odlotem z Hawany złapał jakieś paskudztwo i wymiotował. Nie będę Wam opowiadała szczegółów, ale chore dziecko na pokładzie i 37 godzin w podróży, to nie zwiastowało nic dobrego. Zaraz po powrocie, Kubuś był tak wyczerpany, że trafiliśmy do szpitala. Na szczęście skończyło się na lekkim odwodnieniu i dwudniowym pobycie na izolatce. Narobiliśmy więc chyba wszystkim dookoła strachu, bo jak w szpitalu usłyszeli, że dopiero co wróciliśmy z Kuby, to nawet sanepid włączył się w kontakt z nami. Wiem, wiem.. procedury 🙂

A jak nasze wrażenia?! Kuba to inny świat, inna planeta. Inny kraj, kultura i system. Kuby nie da się opowiedzieć słowami. Jest różna, zaskakująca, czasami przytłaczająca. Chyba potrzebujemy chwili, aby dojść do siebie. Na pewno cała podróż była inna niż te, w których byliśmy wcześniej. Pierwszy raz tak zupełnie podporządkowaliśmy naszą podróż pod dzieci. Chcieliśmy, aby także i oni coś z tego wynieśli, zatem dużo plażowaliśmy. Tzn. nasi chłopcy, bo my za nimi głównie biegaliśmy 😀 Skoro oni mieli nas obok i ciągłą zabawę, to niech nikt mi nie mówi, że po co ciągniemy dzieci przez pół świata. Właśnie po to. Dla takich chwil z rodzicami, gdzie mama i tata nic nie muszą i mają 100% czasu wyłącznie dla nich.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *